Kolekcja 600+ ciekawych linków z newslettera? Znajdziesz ją tutaj

Interoperacyjność w praktyce — jak działa i dlaczego warto

Stworzone przez człowieka

07.08.2025 12:49 | 9 min czytania

Tagi: E-mail Narzędzia Prywatność RSS Self-hosting

Słowo interoperacyjne nie należy do powszechnie używanych w języku polskim. Powiedzieć, że każdy może wykorzystywać możliwości interoperacyjnych standardów na swoich urządzeniach, to tak jak ogłosić, że każdy może przestawić się na Linuxa 😉

To takie populistyczne hasło, z którym zgodzi się wielu entuzjastów prywatności, open source i tym podobnych klimatów. Ale zwykły użytkownik, który — mimo częstego korzystania z różnych urządzeń — nie pasjonuje się tym tematem, nie będzie wiedział, co to znaczy.

Dziś mam zamiar pokazać na przykładach, czym mogą być interoperacyjne standardy (skupię się na komunikacji między urządzeniami), jak mogą ułatwiać nam życie oraz — przede wszystkim — dlaczego wcale nie odbiegają od znanych rozwiązań komercyjnych.

Czym jest interoperacyjność?

Zacznijmy od zdefiniowania pojęcia interoperacyjności. Dla nas oznaczać będzie ona zdolność wielu różnych systemów/platform do komunikacji między sobą.

Najprostszymi przykładami takich rozwiązań jest SMS lub e‑mail. Posiadają one swój standard komunikacji, który narzuca pewne zasady — np. konieczność posiadania konta (adresu) na serwerze, aktywna karta SIM w urządzeniu. Nie ma jednak znaczenia, z jakiego urządzenia (klienta) korzystamy.

Tak jak maile można wysłać do dowolnej osoby, która dysponuje adresem, tak samo SMS‑y można wysłać na dowolny numer telefonu.

Nie ma znaczenia, czy użytkownik po drugiej stronie używa Gmaila, czy może ma własny serwer pocztowy. Nie robi nam różnicy, czy ma smartfona z Androidem, iPhone, a może zwykłą klawiszową Nokię.

Ponadto interoperacyjny standard oznacza (przynajmniej częściową) niezależność od operatora. W przypadku maila możemy uruchomić własny serwer, ale też skorzystać z dowolnego dostawcy poczty. Częściowo interoperacyjnym rozwiązaniem są także przelewy między bankami, choć jesteśmy tu „skazani” na wybór jednego z podmiotów. Możemy jednak tę decyzję zmienić w przypadku komplikacji.

Takim standardem nie nazwałbym jednak BLIK‑a. Choć jest to zdecydowanie rozwiązanie interoperacyjne, to jest w pełni zależne od jednej firmy, która po prostu współpracuje z wieloma bankami. Nie jest to więc technologia zależna od banku ani od użytkownika, mimo że można dzięki niej transferować środki pomiędzy różnymi, niezależnymi od siebie podmiotami.

Wiemy już mniej więcej, o co chodzi, zatem możemy przejść do praktycznych przykładów, jak rozwiązania oparte o interoperacyjne standardy mogą ułatwić nam życie.

CalDAV (na przykładzie Nextcloud Tasks)

Kiedyś do zarządzania zadaniami używałem aplikacji Lunatask. Korzystałem z niej całkiem długo, bo zamknąłem w niej ponad 1000 „tasków”. Ostatnio przestawiłem się jednak na interoperacyjne rozwiązanie, jakim jest Nextcloud, a dokładniej wspierany przez niego protokół CalDAV.

Działa to tak, że Nextcloud pełni rolę serwera (backendu) przechowującego zadania i synchronizującego je między klientami (poprzez wspomniany protokół CalDAV). Takimi klientami mogą zaś być:

Tak wygląda przykładowo podgląd zadań w Planify, ale można korzystać z dowolnego klienta wspierającego CalDAV:

Nie trzeba w ogóle korzystać z Nextcloud. Choć jest to bardzo przydatne narzędzie nie tylko do zadań, można po prostu postawić swój serwer CalDAV. Samą aplikację Nextcloud także można hostować samodzielnie, ale też skorzystać z instancji prowadzonych przez FTdL, Disroot, czy Mikrus.

Przez CalDAV możemy synchronizować zarówno zadania, jak i wydarzenia z kalendarza. Wybieramy dowolny serwer i dowolnego klienta — wystarczy, że wspierają ten (interoperacyjny) protokół.

Nie wiem, jak to podejście zadziała przy zarządzaniu zadaniami współdzielonymi. Natomiast do osobistych zastosowań sprawdza się bardzo dobrze i daje duże możliwości personalizacji.

E‑mail (na przykładzie Delta Chat)

Na pewno znasz różne komunikatory. Poza standardowymi SMS-ami można korzystać z Signala, WhatsAppa, Messengera, Telegrama i wielu innych. A gdyby tak potraktować maila jak czat na takim komunikatorze?

Takie podejście przyjęli twórcy Delta Chat, która jest tak naprawdę klientem poczty. Od Thunderbirda, Outlooka i podobnych różni się tym, że jej interfejs przypomina konwersację SMS-ową, a nie typowe nitki mailowe. Delta Chat wspiera także szyfrowanie — wszystkie konwersacje w aplikacji podlegają niemu bez konieczności ręcznej obsługi kluczy, podpisów itp. — obie osoby muszą jednak wysyłać wiadomości właśnie przez to narzędzie.

W tym komunikatorze również można tworzyć grupy. A to wszystko mimo faktu, że Delta Chat to tylko klient — zatem nie jesteśmy w żaden sposób zależni od cudzej infrastruktury — musimy tylko wybrać dostawcę e‑mail.

Korzystanie w taki sposób ze swojego głównego adresu nie jest w mojej ocenie najlepszym pomysłem. Głównym problemem jest kwestia spamu i wygody obsługi niektórych wiadomości — powiadomień, potwierdzeń, zamówień itp. Można oczywiście założyć nowe konto dedykowane do „czatowania”, ale twórcy aplikacji postanowili jeszcze bardziej ułatwić cały proces.

Stworzyli oni chatmail — prosty serwer pocztowy przeznaczony do korzystania z Delta Chat. Jednymi z jego instancji (każdy może taki serwer uruchomić i udostępnić publicznie) są mailchat​.pl czy jurkiewicz​.chat — założenie konta jest tam skrajnie uproszczone, można również skorzystać z losowo generowanych adresów do anonimowych konwersacji. Co ważne — nie mając Delta chat (np. pisząc „zwykłego” maila) nie wyślemy wiadomości do użytkownika chatmail. Wynika to z obligatoryjnego szyfrowania — wiadomości niezaszyfrowane zgodnie ze standardem są odrzucane.

Nie powinno to jednak stanowić problemu, przy założeniu że korzystamy z narzędzia jak ze standardowego komunikatora. Różnica jest taka, że nie ani klient (aplikacja Delta chat), ani serwer (nasz własny lub wybrany dostawca) nie są w pełni zależne od jednego podmiotu — są to otwarte rozwiązania, więc mamy kontrolę nad naszymi danymi i usługodawcami, z których infrastruktury korzystamy.

Nie można powiedzieć tak o znanych komunikatorach typu WhatsApp, Signal itp. Mimo że niektóre z nich są szyfrowane i nadają się do prywatnych konwersacji, muszą do kogoś należeć i ten ktoś ma nad nimi kontrolę.

W przypadku np. sprzedania produktu komuś innemu, warunki działania takiego komunikatora mogą się zmienić, a my jako użytkownicy nie będziemy mogli nic na to poradzić. Używając Delta Chat wystarczy zmiana serwera pocztowego lub instalacja innej wersji aplikacji (kod źródłowy jest otwarty) — co pozwala nam zdecydować, czy godzimy się na ewentualne zmiany.

Podsumowując, jest to genialna w swojej prostocie usługa, która działając na znanym, powszechnym (i interoperacyjnym!) standardzie komunikacji zapewnia sobie stabilność i bezpieczeństwo. O ile skorzystamy z serwera chatmail — fakt, że aplikacja pod spodem zwyczajnie wysyła maile, jest po prostu niewidoczny (pomijając oczywiście proces rejestracji) — wygodą nie odbiega ona więc od innych komunikatorów.

Faktycznie kiedyś Delta Chat był bardziej nastawiony na pełnienie funkcji klienta poczty, a szyfrowanie rozmów pomiędzy użytkownikami aplikacji to był bardziej dodatek. Można było równie łatwo wymieniać wiadomości z dowolnym użytkownikiem zwykłego maila. Aktualnie twórcy robią z Delta Chatu pełnoprawny komunikator, choć jest oparty o interoperacyjny protokół.

Trudno stwierdzić, czy jest to wada, czy zaleta. Niezmiennym pozostaje jednak fakt, że Delta Chat działa poprzez wysyłanie e‑maili, co czyni go otwartym, stabilnym i zdecentralizowanym komunikatorem. Pod wieloma względami jest to lepszy wybór niż inne dostępne narzędzia do komunikacji.

Podgląd listy czatów oraz pojedyncza konwersacja w Delta Chat

Fever/Google Reader (na przykładzie FreshRSS)

RSS to interoperacyjny standard służący do gromadzenia treści z wielu źródeł w jednym miejscu. Napisałem o nim więcej w tym artykule.

Dzisiaj skupimy się na synchronizacji danych między czytnikami. W końcu to nie tak, że klient RSS pozwala jedynie na pobranie wpisów z wielu stron. Można zrobić z niego pełnoprawne centrum zarządzania treściami 😉 — przypominające bardziej skrzynkę mailową (z której możemy korzystać na różnych urządzeniach, pogrupować wiadomości i oznaczać przeczytane treści).

Wystarczy znaleźć aplikacje, które wspierają protokół Fever lub Google Reader. W moim przypadku jest to FreshRSS w wersji self-hosted. Można też skorzystać z instancji Wspanialy​.eu. FreshRSS służy zarówno jako klient przeglądarkowy (który łatwo spersonalizujemy, wybierając spośród wielu motywów), ale też backend i API dla natywnych aplikacji.

Widok w przeglądarkowej wersji FreshRSS:

Podgląd wpisów w FreshRSS

Na komputerze korzystam z aplikacji Newsflash, która synchronizuje wszystkie dane z moją instancją FreshRSS:

Te same wpisy co w FreshRSS wyświetlone w aplikacji Newsflash

Jeśli chodzi o urządzenia mobilne, można skorzystać np. z Fluent Reader Lite.

Pamiętajmy jednak, że mowa o interoperacyjnym standardzie. Można zatem podmienić dowolną przywołaną przeze mnie aplikację na inną, wspierającą Fever/Google Reader. I wszystko będzie działać tak samo.

Warto zaznaczyć, że taki workflow jest możliwy dzięki działaniu technologii RSS. To dzięki niej możemy pobrać treści z wielu różnych źródeł w ustrukturyzowanym formacie. O wykorzystaniu RSS napisałem więcej w tych artykułach.

Podsumowanie

Interoperacyjność to nie tylko techniczna ciekawostka, ale standard, który pozwala odzyskać kontrolę nad własnymi danymi i sposobem korzystania z technologii. Dzięki takim rozwiązaniom możemy łączyć różne urządzenia i aplikacje według własnych potrzeb, bez uzależniania się od jednego dostawcy. Wygoda i funkcjonalność wcale nie muszą oznaczać zamkniętych ekosystemów — wręcz przeciwnie, mogą iść w parze z elastycznością oraz prywatnością.

Źródła, materiały

Dostęp: 28.07.2025

Zdjęcie biurka z laptopem i monitorem. Przed nim smatfon trzymany w dłoni. Na wszystkich taka sama tapeta.Zdjęcie z okładki jest autorstwa Tarn Nguyen i pochodzi z Unsplash.

Chcesz więcej takich treści? Zapisz się na newsletter!

Udostępnij:

Dodaj komentarz